piątek, 4 kwietnia 2014

One Shot 4: Życie nie takie, jakie powinno być.

 Hej :) Przychodze z Os!


31/05/18
Drogi Pamiętniczku!
  
Dawno nie pisałam. Przepraszam!  Poprostu.. Życie jest piękne! Federico mi się oświadczył! I do tego.. Jestem w ciąży! Małe baby Pasquarelli *,*. Kocham go, i nie wyobrażam sobie życia bez niego
Życia, bez powietrza. Ludmi ♥



01/06/18
Drogi Pamiętniczku!
A jednak. Życie bez powietrza jest możliwe. Federico.. Zerwał! Oskarżył mnie, że dziecko nie jest jego. Jak on mógł?! To jego dziecko! Ludmi ♥




18/02/19
Drogi Pamiętniczku!
Urodziłam. Małe baby Pasquarelli Ferro! Federico mnie nie wysłuchał. Podobno, jest z.. Francescą! Moją siostrą! Nie moge uwierzyć. Minął już tydzień od porodu. Julie jest jak aniołek! Nie płacze po nocach. Gdy czytam, nie przeszkadza mi. Cudo! Pasquarelli nie przyszedł do mnie ani razu. Tylko Leonetta i Naxi do mnie przychodziły. Priscilla, Monic i Julie od razu się polubiły! Może i Priscilla (Leonetta) ma miesiąc a Monic (Naxi) trzy tygodni, to i tak się uwielbiają.  Ludmi ♥



20/02/19
Drogi Pamiętniczku!
Nie uwierzysz! Wczoraj, na wieczornym spacerze wpadłam na Fede! Szedł z Francescą i.. wózkiem z dzieckiem! Szybko zabrałam stamtąd wózek i odbiegłam. W moje urodziny! A ogólnie, to były cudowne! Bezalkocholowy alkochol, dużo słodkości! Moja Julie jest bardzo zdrowa i grzeczna. Ludmi ♥




13/05/79
Drogi Pamiętniczku!
Ja już to czuje. To mój ostatni wpis. Ostatnio odwiedzili mnie Julie i Jubel (Uznajmy, że jest to imie męskiel; mąż Julie). Wczoraj odwiedziłam grób mojego byłego. Żył tak krótko! Gdy Julie miała 5 latek, Francesca zabiła go i uciekła z jego forsą i małym Bradem do.. Właściwie nadal niewiem. 
Żegnam... Ludmi ♥


^^^
Dziwny c'nie? 
Tak krótki <3
Jak by ktoś nie zauważył, opowiada o Ludmile. 
Miała wtedy :
Pierwszy wpis - 22
Drugi Wpis - 22
Trzeci wpis - 22
Czwarty wpis - 23
Piąty wpis - 83

HEJ! MAM SPRAWĘ!
Kochani, mało komentujecie! Jeśli nie będzie tu przynajmniej 4 komów, a mi wystarczy mała kropka! W sobote/niedziele będzie długi <3

czwartek, 3 kwietnia 2014

One Shot 3: "Żyje Się Tylko Raz" (Konkurs) [EDIT]

W Buenos Aires mieszkała dwójka nastolatków, którzy nigdy wcześniej się nie poznali - Dziewczyna o pięknych długich lśniących blond włosach i chłopak o brąz włosach postawionych do góry. Dziewczyna nazywała się Ludmiła a chłopak Federico. Obydwoje mieli po 17 lat. Ludmiła była miłą, radosną i uroczą dziewczyną, za którą nie jeden chłopak się oglądał. Dziewczyna nie myślała o przeszłości czy przyszłości. Żyła tylko chwilą, która jest teraz. Zawsze nic innego od życia nie chciała, niż tylko radości czy miłości. Dziewczyna zawsze była uśmiechnięta od ucha do ucha. Ludmiła lubiła też wyzwania, zawsze robiła coś innego każdego dnia. Wiedziała, że życie bez wyzwań... Będzie nudne. Zawsze sama dba, żeby coś w każdym dniu się wydarzyło. Nie chce, żeby jej życie było nudne. W końcu żyje się tylko raz. Federico był miły, zabawy, zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha, przystojny i nie można powiedzieć, że nie miał fanek. Miał ich sporo. Chłopak nie był nigdy na poważnie zakochany, ale wiedział, że kiedyś tak się stanie. Chciał znaleźć tą jedyną i być z nią szczęśliwi. Nikt z nich nie wiedział, że los szykuje dla nich miłą niespodziankę...
Federico zmierzał do szkoły na ósmą, ale los chciał, że zaspał i nie zdążył na swój autobus. Chłopak musiał niestety wziąć pociąg, przez co nie zdąży na pierwszą lekcję. Po piętnastu minutach pociąg pojawił się na stacji. Chłopak wszedł i zaczął szukać wolnego miejsca. Znalazł je prawie na samym tyle. Rzucił swój plecak na siedzenie nie patrząc na jakie siedzenie usiadł.
- Auć! Uważaj trochę! Nie jesteś tu sam! - Krzyknął, a raczej krzyknęła dziewczyna o blond włosach. Miała na sobie spodnie koloru czarnego, biały T-shirt z nadrukiem "YOLO" co oznaczało "You Only Live Once", a na nasz język "Żyje Się Tylko Raz" i dżinsową kamizelkę. Nie wyglądała zbyt pięknie, ale dla niego idealnie. Federico odwrócił się w stronę dziewczyny i nie mógł oderwać wzroku od Ludmiły.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię. Mogę się dosiąść? Będzie miło porozmawiać z kimś tak fajnym jak ty. - Uśmiechnął się chłopak patrząc na dziewczynę
- Jasne. A teraz mów. Zawsze jesteś taki wkurzony z rana. - Zaśmiała się blondyna.
- Nie, tylko jak autobus z przed nosa mi ucieka. A ty? Zawsze jesteś taka wesoła?
- Trzeba cieszyć się życiem, w końcu żyje się tylko raz, prawda? - Dziewczyna miała wymalowany uśmiech na twarzy. To co mówiła, było prawdą. Każdy żyje tylko raz i trzeba się cieszyć się życiem. Nie każdy ma tyle szczęścia, co nie którzy. Dla innych, życie może być tylko istną katorgą, bo są sami i nigdy nie poznają kogoś wyjątkowego. Mówią to tylko dlatego, że nie wierzą w szczęście i nie wiedzą co ich czeka. Potem, jak się okaże, że znaleźli to co chcieli, zmieniają zdanie i cieszą się z życia. A oto tu chodzi, prawda?
Ludmiła i Federico zaczęli ze sobą rozmawiać i poznawać się bliżej. Mieli wiele ze sobą wspólnego. Boje kochali grać w piłkę nożną, kochali włoskie jedzenie, lubili wolny czas spędzać z rodziną i przyjaciółmi i najważniejsze... Żyli chwilą. Nie obchodziła ich przyszłość, obchodziło ich tu i teraz. Byli tak pochłonięci rozmową, że chłopak nie zdał sobie sprawy, iż nie zauważył, kiedy przegapił swój przystanek. Nie obchodziło go to za bardzo, bo chciał zostać z nią jak najdłużej. Gdy pociąg już się zatrzymał, oboje wstali i zmierzali ku wyjściu. Przez tłok w pociągu, Federico nie zauważył gdzie poszła Ludmiła. Zgubił ją... Już nigdy się nie spotkają, ale Federico miał jeszcze nadzieję, że kiedyś nastanie taki dzień i ich drogi znów się spotkają. Wyszedł z pociągu i czekał na powrotny. Nie chciał iść do szkoły... Nie było sensu. Nie skupiłby się. Myślał by ciągle o tej pięknej blondynce, która ciągle nawiedza jego myśli. Myślał o niej dzień i noc. Dzień w dzień wsiadał do tego samego pociągu, żeby znów ją zobaczyć. Lecz nigdy nie mógł trafić na jej osobę. Już powoli tracił nadzieję, ale nie poddawał się. Poszedł więc do szkoły, w której mówiła, że się uczy, ale i tam nie było po niej śladu. Zapomniał też o tym, że nie znał jej imienia. Byli tak pochłonięci rozmową, że zapomnieli się sobie przedstawić. Było to jeszcze trudniejsze, żeby ją znaleźć, kiedy nie znał jej imienia...
Pewnego dnia stanął na środku pociągu i zaczął głośno mówić: Dwa tygodnie temu, poznałem właśnie tutaj wyjątkową i wspaniałą dziewczynę. Była piękna, miła, urocza i ciągle uśmiechnięta. Potrafiła każdemu poprawić humor. Miała długie blond włosy i czekoladowe włosy, w których można było zatonąć. Proszę, jeśli ktoś ją widział, niech da mi znać."
Mijały dnie, a Federico już bardziej tracił nadzieję. Federico po czasie poddał się... Zmiękł. Najwyżej nie było im pisane. Może bóg chciał, aby spotkali się tylko raz? Nikt nie wie, czy było to wymierzone, czy tylko ich pech...
Następnego dnia, gdy Federico usiadł na tym samym miejscu, co poznał nieznajomą, na siedzeniu widniała kartka, a nie niej było napisane: "Nie wiem, czy ty mnie jeszcze pamiętasz, ale ja ciebie tak. Siedzieliśmy razem na tym siedzeniu i niechcący rzuciłeś we mnie plecakiem. Przeze mnie też przegapiłeś przystanek. Jeśli rozmawiało Ci się ze mną, tak samo dobrze, jak mi Tobą... To zadzwoń. 968 291 853 (numer jest wymyślony), Ludmiła :*" Brunet po przeczytaniu listu uśmiechną się sam do siebie i od razu zadzwonił do dziewczyny. Rozmawiało im się tak samo dobrze, jak w autobusie. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Bardzo polubili swoje towarzystwo. Zaczęli bardziej się otwierać, wobec drugiemu i zostali przyjaciółmi. Ludmiła mogła powierzyć mu wszytko. To, co leży jej na sercu i jej tajemnice. Tak samo, mógł robić Federico. Polegali na sobie i ufali. Wiedzieli, że żadne z nich nie wygada ich tajemnicy lub sekretu. Pewnego dnia, Federico zaprosił Ludmiłę na randkę, gdyż poczuł do niej coś wyjątkowego. Poczuł do niej miłość. Szukał swojej prawdziwej miłości i znalazł ją. Teraz mógł dziękować Bogu, że właśnie napotkał dziewczynę swego życia. Dobrze, kontynuujmy... Ludmiła oczywiście zgodziła się bez wahania. Była w niebo wzięta. Federico zaprowadził Ludmiłę na dach, z którego był piękny widok na całe miasto. Przesiadywali w tym właśnie miejscu, każdą swoją wolną chwilę. Spotykali się coraz częściej i nadal w tym samym miejscu. Zawsze siedzieli tam i podziwiali piękny zachód słońca. Federico w końcu zdobył się na odwagę i chciał wyznać jej swoje uczucia, ale bał się. Bał się, że go odrzuci i wyśmieje, że zepsuje to wszystko, co jest między nimi. Federico po chwili namysły, postanowił zrobić to inaczej. Brunet wysłał wiadomość do dziewczyny, aby przyszła na ich miejsce... Na dach dużego budynku. Tam, gdzie każdego dnia się spotykali. Ludmiła od razu się ucieszyła i najszybciej pobiegła na miejsce spotkania. Ludmiła też miała coś do powiedzenia Federico'wi. A mianowicie, że zakochała się w nim. Kiedy zaczęli coraz częściej się spotykać, poczuła do niego coś wyjątkowego. Chciała, żeby wiedział, że go kocha. Nic się nie stanie jeśli ją odrzuci. Co prawda, będzie ją to boleć, ale będzie miała satysfakcje, że mu to powiedziała. Nie chciała już tego dłużej przed nim ukrywać, musiała mu to powiedzieć... Gdy weszła na dach, nie wierzyła w to, co widzi. Na całej powierzchni były rozsypane płatki czerwonych róż. Na środku, było ułożone wielkie serce, a w środku niego był koc i kosz piknikowy. Weszła do na środek serca i usiadła, czekała kilka sekund, aż koło niej zjawił się Federico, a w ręku trzymał najpiękniejszego kwiatka jakiego Ludmiła w swoim życiu widziała na oczy. Usiadł obok niej na kocu i zaczęli rozmowę. Federico po krótkiej chwili, zaczął mówić: "Muszę ci powiedzieć, że nie mogę bez ciebie żyć. Jesteś moim światłem, które rozjaśnia moje życie. Zawsze potrafiłaś mnie pocieszyć i rozbawić do łez. Zawsze będę cię kochał i nigdy, a przenigdy cię nie zranię. Jesteś moim skarbem, o który muszę dbać. Kocham cię." Wyznał, a Ludmiła rzuciła mu się na szyję i namiętnie pocałowała. Teraz było już wszystko jasne... Byli w sobie zakochani po uszy. Lecz, ta historia się jeszcze nie kończy...
Byli parą przez rok. Każdy próbował ich rozdzielić, ale nikt nie dał rady. Nie mogli zniszczyć ich prawdziwej miłości do siebie. Federico przeniósł się do szkoły, do której mieszka Ludmiła i razem zaczęli chodzić do klasy. Spędzali przez to więcej czasu ze sobą. Ludmiła i Federico ufali sobie, jak nikomu innemu. Właśnie oni, świecili przykładem, jak każdy związek mam wyglądać. Pewnego dnia, do szkoły doszła uczennica, która miała chodzić do ich klasy. Nazywała się Martina. Była ładna, mądra, miała piękne brąz włosy i czekoladowe oczy, ubierała się wyzywająco i nie jeden chłopak chciał z nią być. Każdy pragnął mieć ją u swego boku, mogła mieć każdego, ale wybrała sobie tego, który był zajęty - Federico'a. Martina zapytała się Lary jak ma na imię ten chłopak i wypytała go o wszystkie jego dane. Martina wiedziała, że mną na imię Federico, jest w jej wieku i... Jest zajęty. Właśnie przez to, że był zajęty, pragnęła go jeszcze bardziej niż wcześniej. "Ale zapomnij o nim, jest na zabój zakochany w Ludmile. Nie jeden chciał ich rozdzielić. Nie udało im się, a co dopiero tobie." - Powiedziała Lara - Przyjaciółka Martiny. "Zobaczymy... " Powiedziała brunetka i uśmiechnęła się łobuzersko. Martina podeszła do Federico'a i podepchnęła od niego Ludmiłę, tak że była za jej plecami.
- Hej przystojniaku, może pokażesz mi szkołę. Za bardzo nie wiem gdzie co jest. - Powiedziała brunetka i uśmiechnęła się miło.
-Ym... Ta. Jasne. Chodź. - Odpowiedział uśmiechając się ciepło w stronę Martiny. Martina cały czas mieszała w ich związku, że coraz rzadziej spotykał się z Ludmiłą. Próbowała za wszelką cenę ich rozdzielić, ale oni zawsze spotykali się po szkole, więc postanowiła zrobić coś innego. W środę, na ostatniej zapytała się Federico'a, czy pomoże jej, w lekcjach, bo nic z nich nie rozumie. Brunet zgodził się i po szkole miał jej pomagać. Przyszedł więc na umówioną godzinę do jej domu i zaczęli się razem uczyć. Martina go nie słuchała, tylko jeździła ręką po jego włosach, szyi i policzku. Zaczęła go całować. Chłopak chciał jakoś ją odepchnąć, ale nie dawał rady. Brunetka pociągnęła go w stronę łóżka. Zaczęła go całować i ściągać jego koszulkę. Chłopak chwycił ją w pasie i jak najmocniej od siebie odepchnął. Zaczął na nią krzyczeć: "Słuchaj! Mieliśmy się uczyć, a nie! Zrozum to! Ja kocham Ludmiłę! Wbij sobie to do głowy i zostaw mnie w spokoju!" Ubrał jak najszybciej koszulkę, spakował wszystkie rzeczy do torby i wyszedł trzaskając drzwiami. Martina była tak zła, że zaczęła wysyłać Ludmile Anonimowe wiadomości, że Federico ją zdradza, przerabiała zdjęcia na photoshopie, żeby było widać jak Martina całuje się z Federico. Ludmiła nie mogła uwierzyć, że to prawda. Federico mówił jej, że ją kocha, że nigdy jej nie zrani! A tu co? Zranił ją i zdradził! W szkole Ludmiła zaczęła unikać Federico'a, ale nic mu nie powiedziała. Chciała zatrzymać to dla siebie. Każdej nocy płakała i nie mogła zasnąć. Tylko przez jedną osobę... Jej miłość życia. Chciała wierzyć, że to tylko los płata jej figle, ale nie mogła. Widziała zdjęcia... Już nic jej nie przekona, że te zdjęcia to photoshop. Chciała popełnić samobójstwo, chciała pociąć żyły, łyknąć kilkadziesiąt tabletek na raz i umrzeć. Nie chciała żyć ze świadomością, że jej miłość życia ją zdradziła. Pewnego marcowego dnia, Federico zapomniał kurtki ze szkoły, a Martina to wykorzystała. Napisała wiadomość do Ludmiły o treści: "Cześć Olu. Słucha, nie kocham cię i nigdy nie kochałem. To miał być tylko zakład. Miałem być z tobą rok. Jak widzisz... Rok minął. Teraz spotykam się z Martiną. To ona jest miłością mojego życia. Dzięki za wszystko. Było wspaniale. Życzę szczęścia... ;*" Martina uśmiechnęła się pod nosem i natychmiast usunęła wiadomość, żeby Federico jej nie widział. Ludmiła zaczęła płakać jak nigdy w życiu. Jednak to prawda... Federico jej nie kochał... Ludmiła wzięła żyletkę to ręki i zaczęła się ciąć. Po rękach i nogach... Ta krew... Lała się wszędzie. Dziewczyna obolała poszła do łazienki i zaczęła zmywać krew. Na całym jej ciele były znaki cięcia. Wyglądała okropnie, blado i jeszcze te czerwone podkrążone oczy... Cierpiała przez niego... Nie wybaczy mu tego czynu do końca życia... Nałożyła na siebie bluzę i długie spodnie, by zakryć wszystkie znaki po ostrej i  metalowej rzeczy. Poszła na dach... Na ich miejsce... Zaczęła wspominać wszystkie ich chwile spędzone razem. To, jak wyznał jej uczucia... To, jak ją pocieszał i rozśmieszał do łez... To, jak śmiali się w niebo głosy... To, jak szli za ręce... To, jak spotkali się pierwszy raz... Łza zakręciła się w jej oku i skapnęła na niebieską bluzę. Wyjęła z kieszeni ostrą rzecz i zaczęła się znów ciąć. Tym razem wycięła na ręce dużymi literami FEDERICO. Krew znów leciała... Nie przejmowała się tym... Nagle za sobą usłyszała głos. "Matko boska! Ludmiła, w końcu cię znalazłem. Jak ja się cieszę, że cię widzę." Dziewczyna od razu schowała rękę w głąb rękawa. Dziewczyna wstała i chciała z tond pójść, chciała pójść od niego jak najdalej. Ale chłopak stanął jej na drodze i nie chciał przepuścić.
- Kochanie, co się z tobą działo? Gdzie byłaś? - Zapytał jak nigdy niby nic Federico.
- KOCHANIE?! Ty chyba sobie ze mnie żartujesz! Zostaw mnie w spokoju i już nigdy się do mnie nie zbliżaj! Nie na widzę cię! - Krzyknęła Ludmiła i chciała przejść, ale ciągle zagradzał jej drogę.
- Ludmiła! Co ci się stało? O co ci chodzi? - Zapytał spokojnie chłopak i przyciągnął dziewczynę bliżej siebie.
- Nie dotykaj mnie! Zostaw mnie! Daj mi przejść! - Krzyczała nadal Ludmiła.
- Jak mi wszystko na spokojnie mi wytłumaczysz to cię puszczę. - Dopowiedział chłopak.
- Powinieneś to wiedzieć! Możesz mnie puścić?! - Krzyknęła Ludmiła.
- Ale Lu... - Powiedział chłopak.
- Żadne ale! Puszczaj! - Ludmiła zaczęła się szarpać, ale Federico nie chciał jej puścić. Ludmiła coraz bardziej zaczęła się wyrywać... I... Spadła z wysokiego dachu. Leciała na dół krzycząc i wymachując rękami oraz nogami. Spadła na chodnik, ze strasznym dźwiękiem. Uderzyła mocno głową o beton i jej powieki stały cię ciężkie. Po chwili już nie wiedziała co się dzieje. Federico nie wiedział co się dzieje. Upadł i zaczął płakać. To była jego wina... To on nie chciał jej puścić. Gdyby ją puścił, nie było by tego. Szybko zbiegł na dół i podbiegł do bezwładnego ciała Ludmiły. Krew... Lała się potokami. Na jej ręce zobaczył jego imię, a za tym serduszko. Zaczął do niej krzyczeć: "Ludmiła! Coś ty narobiła! Po co się cięłaś?! Kocham cię! Proszę cię, nie zostawiaj mnie samego! Proszę... - Łzy cisnęły mu się do oczu. Nie mógł wytrzymać, jego miłość życia... Nie żyje... Już nie ma po co żyć... Jego nadzieja umarła razem z nią. Nie wybaczy sobie tego... Można powiedzieć, że to on ją zabił... Swoją miłość. Nie wiadomo skąd przyjechała karetka. Wzięła dziewczynę i pojechała do szpitala. Chłopak chciał jechać z nimi, ale nie zgodzili się. Nie miał innego wyboru. Musiał iść pieszo. Po trzydziestu minutach dotarł do celu. Wszedł do budynku i zapytał się gdzie leży Ludmiła Ferro. Z tego co się dowiedział, leżała w sali 368. Czekał i czekał, aż w szpitalu zjawili się jej znajomi i rodzice. Okazało się, że jak go nie było, Ludmiła przeżyła ciężką operację. Federico chciał jak najszybciej wiedzieć, co z Ludmiłą. Zapytał się więc lekarza czy z nią wszystko w porządku. Odpowiedział, że Ludmiła jest w ciężkim stanie, ale przeżyje. Odetchną z ulgą. Usiadł na krześle i czekał... Czekał znów na jakąś wiadomość od lekarza. Po trzech dniach, Ludmiła wybudziła się ze śpiączki. Na jej twarzy znów zagościł piękny uśmiech... Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, ale do chwili...
Lekarz wziął ze sobą do gabinetu rodziców Ferro. Powiedział im, że Ludmiła ma tylko miesiąc życia. Jej matka zaczęła płakać, a ojciec ją tylko pocieszał. Opowiedział im jak to się stało. A stało się tak, iż jak dziewczyna spadła z dachu, jej komórki przestały właściwie funkcjonować i serce zaczęło inaczej chodzić, przez co dziwnym cudem, zachorowała na raka. Jej rodzice nie wierzyli, że ich córka, umrze w taki sposób.
- Gdyby znalazł się dawca serca dla dziewczyny, przeżyłaby bez problemu." - Dodał lekarz. Rodzice blondyny postanowili powiedzieć to Federico'wi. Gdy już mu to powiedzieli, nie mógł w to uwierzyć. Zaczął płakać. Nie wiedział... Że Ludmiła umrze w taki sposób... Przez jego głupotę...
Ludmiła po tygodniu wyszła ze szpitala. Dowiedziała się, co stanie się z nią za trzy tygodnie. Płakała... Każdego dnia wypłakiwała miliony łez w poduszkę. Ludmiła nadal pamiętała sytuację z Federico. Gdyby ją puścił... Nie byłoby tego i nadal by żyła. Zbliżał się dzień, w który miała odejść z tego świata... Była coraz słabsza. Leżała w łóżku i czekała na tą chwilę, nie miała siły wstać, jeść ani pić. Nie miała siły na nic. Nie wyobrażała sobie właśnie takiej śmierci... Los niestety, aby tak się właśnie stało. Federico pobiegł ile sił w nogach do szpitala i powiedział lekarzowi, że znalazła dawcę dla dziewczyny...
Ludmiła w tym czasie, leżała na łóżku szpitalnym i czekała na tą chwilę, w której odejdzie. Jej powieki stawały się coraz ciężkie i powoli odchodziła z tego świata...
Dziewczyna poczuła, jak jej powieki się otwierają. Lekko się podniosła i zobaczyła gdzie jest. Była w szpitalu... "Czyli ja jednak nie umarłam? Co się stało?" Pomyślała Ludmiła. Nie wiedziała co się takiego stało, że jeszcze żyje... Obróciła głowę w lewą stronę i zobaczyła chłopaka. Nie wiedziała kim jest, za bardzo się tym nie przejmowała. Do jej sali wszedł mężczyzna w białym kitlu.
- Witamy panią wśród żywych" - Uśmiechnął się lekarz.
- Co się stało? Czy ja nie powinnam była umrzeć? - Zapytała ze zdziwieniem.
- Znalazł się dla pani dawca, który oddał swoje serce. Chciał abym to pani dał. - Wręczył dziewczynie kopertę i wyszedł. Otworzyła kopertę i zaczęła czytać:
Wiem, że jest już za późno, aby ci to powiedzieć, ale przepraszam cię... Ja nie miałem nic wspólnego z Martiną. To ona wysyłała ci te wiadomości. Ja... Nie wiedziałem, że właśnie o to może ci chodzić. Przepraszam cię... To moja wina... Gdybym cię normalnie puścił... Nadal byłabyś przy mnie. Przepraszam cię, za wszystkie krzywdy które ci wyrządziłem. Nie chciałem tego. Wybacz mi... Teraz pewnie zastanawiasz się gdzie jestem... Nie ma mnie już na tym świecie. To ja oddałem ci moje serce. To dowód na to... Że zawsze cię kochałem i kochać będę. Jeśli spojrzysz w lewo, zobaczysz moje ciało. Tak bardzo cię kocham... Nigdy o tobie nie zapomnę... Dziękuję ci za wszystkie piękne chwile spędzone z tobą. Teraz jestem u góry i będę nad tobą zawsze czuwał. Nie pozwolę, aby mojej księżniczce stała się krzywda. Już nigdy w życiu. Chcę ci powiedzieć jeszcze jedno. Teraz to ty masz  moje serce, które już zawsze będzie należeć do ciebie. Kocham cię... Twój Federico :* " - Ludmile łzy cisnęły się do oczu. Popełniła wielki błąd... Nie wierzyła mu... Teraz przez nią, Federico nie żyje... Poświęcił się dla niej. Była mu bardzo za to wdzięczna.
Ludmiłę wypuścili ze szpitala po tygodniu. Dzień w dzień wypłakiwała łzy. Przez tylko głupią głupotę... Zdała sobie sprawę, że oni oboje ją popełnili... Teraz Federico pozostanie w jej sercu na zawsze. W końcu, ma jego cząstkę. Jego serce, które teraz należy do niej... Dziewczyna siedziała sama w domu i przeglądała zdjęcia, ich wspólne. Kiedy byli szczęśliwi i cieszyli się chwilą, która im towarzyszy. Ludmiła nie mogła żyć bez Federico. Napisała list do swoich rodziców, a w nim było napisane: "Przepraszam was, ale nie mogę żyć bez Federico. Nie mogę przyjąć do rozumu, że to przeze mnie nie żyje. Nie gniewajcie się, ale musiałam... Kocham go i chcę spędzić z nim całe moje życie. Dziękuję wam za wszystko co dla mnie zrobiliście. Proszę was, aby pochowali mnie razem z Federioco'em. Kocham was, wasza Ludmiła :*" Wzięła garść tabletek i łyknęła je wszystkie za jednym razem, następnie wzięła żyletkę do ręki i zaczęła znów się ciąć... Zauważyła, że dawne znaki znikły... Krew lała się bez przerwy. Na około niej była wielka kałuża krwi, na którą po chwili opadła. Wykrwawiła się... Jej serce przestało bić i zasnęła na wieki. Teraz mogła cieszyć się życiem razem z Fedrico'em w niebie.
Po paru dniach odbył się ich pogrzeb. Tak jak Ludmiła chciała, pochwali ją razem z jej miłością... Zasnęli już na wieki... Już na zawsze. Teraz mogli cieszyć się sobą przez wieki...


^^^
Hej. Tu Perrie. Tego Os napisała Cheryl, gdy blog był jej. Pozwoliła mi go opublikować - więc jest!
Pozdro<3

poniedziałek, 30 grudnia 2013

One Shot 2: "Nie puszczaj"

 Gdzieś w Buenos Aires mieszkała piękna dziewczyna o ślicznych lśniących blond włosach. Była przemiłą, pomocną i radosną dziewczyną. Chodziła do Gimnazjum, gdzie nie miała nikogo. Ani jednej koleżanki lub przyjaciółki. W tym miejscu czuła się tak jakby... Obca. Można powiedzieć, że nie znała nikogo. Nikt się do niej nie odzywał. Blondynka zakochała się w pewnym chłopaku, w którym nie powinna się zakochać. Miał mnóstwo fanek w szkole, do których należała właśnie ona, Ludmiła. Wie, że nigdy jej nie zauważy. Jest w końcu szarą myszką. W szkole, była też bita. Bita, przez lepszych od niej. Gdy przychodziła do domu z nowym znakiem na twarzy lub na ręce, rodzice nie wiedzieli co mają mówić. Dziewczyna od razu po szkole szła prosto do swojego domu i do łóżka, w którym wypłakiwała milion łez. Nie wiedziała dlaczego w ogóle musi tak być. Dlaczego muszą ją bić i nienawidzić. Bo co?! Bo jest kujonką i szarą myszą? Nie! Przecież tak nie może być... Inni nie mogą bić bezbronnej dziewczyny, bo jest kujonką lub szarą myszką... To jest nie fair wobec niej... Dziewczyna siedziała w rogu korytarza skulona i pisała, a raczej rysowała, coś w swoim pamiętniku. Jest już prawie dorosła, a ona pisze pamiętnik. Dla kogoś innego byłoby to dziwne, ale dla niej nie. Ten pamiętnik jest dla niej jak prawdziwy przyjaciel. Może powierzyć mu swoje największe tajemnice i sekrety, których nikt inny oprócz niej nie wie. Dziewczyna rysowała w nim wielkie serducho, a w nim ich imiona. Nagle ktoś wyrwał jej pamiętnik z rąk.
- Proszę, proszę. Nasza dziewczynka się zakochała. Ciekawe... - Była to Martina. Diva tej szkoły. Była chamska, wredna i oschła. Była ona najgorszą osobą, którą Ludmiła w całym swym życiu spotkała.
- Oddawaj to! - Krzyknęła Ludmiła wstając z podłogi. Czuła, że coś w środku niej się gotuję, że zaraz wybuchnie. Ale i też, bała się. Bała się, co teraz Martina zrobi. Po niej nic nie było wiadomo.
- A co? Boisz się, że komuś wygadam twój sekrecik. Wiesz, że mogę to zrobić. - Dziewczyny stały twarzą w twarz i brązowowłosa uśmiechnęła się łobuzersko. Blondynka czuła, że za chwilę rzuci się na Martine i wyrwie jej te kłaki z głowy. Blondynka nic nie mówiła. Gotowała się, była zła... Nie chciała nic powiedzieć, bo wiedziała, że jak się odezwie... Wybuchnie.
- Wiesz co? Nie wygadam sekretu, jeśli zrobisz coś dla mnie. A mianowicie będziesz mi służyć przez tydzień. - Blondynka czuła jak robi się czerwona. Nikt nie będzie jej szantażował. Nie pozwoli sobą pomiatać.
- Nigdy! Wolę, żebyś wygadała wszystkim mój sekret, niż... Żebym ja ci usługiwała. Nie jestem twoim pionkiem, żebyś mogła mną pomiatać! Proszę... Chcesz to mów! Możesz to mówić nawet do całej szkoły! Nie obchodzi mnie to! - Blondynka wyrwała swój pamiętnik z rąk Divy i ruszyła straszliwie zła przed siebie. Miała jeszcze dwie lekcje, ale czuła, że nie da rady... Przeczuwała dobrze, że nie da rady. Po jakże jednej ciągnącej się lekcji, wróciła do domu. Weszła do swojego pokoju, położyła się na łóżko i swoją twarz schowała w poduszce. Po kilku minutach zasnęła... Następnego dnia, rano wstała w wyśmienitym humorze... Śnił jej się on. Niestety jak nazłość zadzwonił budzik który wybudził ją z krainy snów. Wzięła poduszkę do reki i rzuciła w zegarek. Nie chętnie wstała z łóżka i powlekła swoje jeszcze nie rozbudzone ciało do łazienki. Po paru minutach wyszła z pomieszczenia. Miała jeszcze dwie godziny do zajęć w szkole. Włączyła swojego laptopa i weszła na portal społecznościowy. Zalogowała się, ale to, co zobaczyła przeraziło ją. Kilkanaście wpisów na stronie. W każdym było coś o niej. Kilkanaście wiadomości typu "On nigdy nie zwróci uwagi na kogoś takiego jak ty!" Schowała swoją twarz w dłoniach i momentalnie zaczęła płakać. Jej płacz obudził domowników. Kathrina (mama Ludmiły) wtargnęła do pokoju córki.
- Córeczko co się stało? - zapytała kobieta i usiadła na fotelu obok blondynki.
-Nic, nic się nie stało - powiedziała ocierając łzy.
-No przecież widzę, mnie możesz powiedzieć wszystko. - powiedziała głaszcząc jej włosy.
-Nic, naprawdę nic. Nie pójdę dzisiaj do szkoły, dobrze?
-Eh... No dobrze nie pójdziesz. - Kobieta wstała i już miała wychodzić, ale zatrzymał ją głos córki.
-Mamo? - Powiedziała
-Tak skarbie?
-Mogę wyjechać do cioci na kilka dni?
-Ale przecież ciocia chodzi do pracy i tam się leci samolotem. - Powiedziała.
-No tak, ale nie musi się mną zajmować, a ja jestem już prawie dorosła.
-No właśnie, prawie. - Powiedziała kobieta, zapadła cisza... - No dobrze, ale wylecisz z synem mojej koleżanki, dobrze?
-Tak, dobrze, jasne, pewnie dziękuje! Tak bardzo się cieszę! - Powiedziała, przytulając swoją rodzicielkę.
-No dobrze, to spakuj się, a ja powiem tacie żeby załatwił lot, dobrze?
-Dobrze. - Uśmiechnęła się. Jej mama wyszła z pokoju, a dziewczyna czym prędzej zaczęła pakować swoje rzeczy do walizki. Chciała z tond wyjechać, zapomnieć. Nie spodziewała się tego po Martinie. Myślała, że nie jest do tego zdolna, ale myliła się. Czuła się strasznie. Właśnie jej największy wróg napisał, w kim ona się kocha. Upokorzona... To właśnie w tej chwili odczuwała. Upokorzenie... Już wie jak to jest. Nie chce przeżyć tego jeszcze raz... To jest straszne uczucie. Wszyscy się z ciebie nabają i wyśmiewają. Okropne przeżycie...
Dziewczyna gotowa zeszła na dół.
- Ty już gotowa? - Powiedziała rodzicielka dziewczyny.
- No tak. A masz już te bilety?
- Tak. Proszę. - Powiedziała kobieta wręczając Ludmile dwa kawałki papieru.
- A ten drugi to dla kogo? - Zapytała zdziwiona blondynka.
- No dla syna mojej koleżanki. Nie pamiętasz? - Zapytała Kathrina z rozbawioną miną.
- No tak... Racja. Dziękuję. - Dziewczyna pocałowała matkę w policzek. Nagle po całym domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Dziewczyna pobiegła otworzyć drzwi. Otworzyła je i doznała szoku. To był on... Od razu na jej twarzy pojawiły się rumieńce. Wzrok wbiła w swoje obuwie i zsunęła mu się z drogi. Chłopak wszedł do środka i popatrzył na blondynkę. Był zdziwiony jej widokiem, ale nic nie mówił. Dziewczynie tak jakby pomogło jego zachowanie. Nie chciała do niego nic mówić, ani na niego nie patrzeć. Była stu procentowo pewna, że widział wpis dodany przez Martine.
- Dzień dobry. -Przywitał się chłopak z matką blondynki.
- Miło cię widzieć Federico. Jak miło, że zgodziłeś się jechać z Ludmiłą do jej ciotki. - Odparła kobieta. Ludmiła nadal stała patrząc w swoje obuwie czerwona jak burak.
- Nie ma żadnego problemu. - Odpowiedział chłopak uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Możemy już iść? - Zapytał chłopak zwracając się do dziewczyny oblanej rumieńcem.
- T-t-t-taak. - Zacięła się Ludmiła nadal patrząc w podłogę. Federico wziął od niej walizkę i wyszedł przed dom razem z Ludmiłą. Wsadził walizkę do czerwonego porshe i już miał podejść otworzyć drzwiczki samochodu dla dziewczyny, ale dziewczyna poczuła, że ma jeszcze trochę godności i otworzy sobie sama. 
Miejsce blondynki i brązowowłosego w samolocie znajdywało się na samym końcu. Usiedli, a dziewczynę powoli przeszywał strach. Dziewczyna od dawna bała się latać samolotami i tak było też teraz. Bała się, że samolot rozbije się gdzieś na bezludnej wyspie i spotka ich brutalna śmierć. Nagle z ni kąt rozbrzmiał dźwięk stewardessy. "Wszystkich pasażerów lecących na Kretę prosimy o zapięcie pasów. Życzymy miłego lotu." W całym samolocie rozbrzmiał dźwięk zapinanych pasów. Ludmiła zapięła swoje pasy i czekała, aż samolot w końcu ruszy. Po krótkiej chwili silniki samolotu odpaliły, a dziewczyna zaczęła się bardziej stresować. Samolot zaczął jechać w stronę pasa. Maszyna przyspieszyła, a Ludmiła nagle chwyciła rękę Federico siedzącego obok niej. Widać było, że Federico jest zdziwiony jej zachowaniem, ale nic nie mówił.
- Nie puszczaj. - Powiedziała przerażona Ludmiła patrząc na chłopaka.
- Dobrze. - Odpowiedział i patrzył na ich złączone ręce z wymalowanym wielkim uśmiechem na twarzy. Samolot miał coraz więcej prędkości i nagle... Wzbił się w powietrze, a dziewczyna czuła jak przyciąga się do fotela. Gdy już byli w górze, dziewczyna mogła odetchnąć z ulgą. Przez kilka minut ciszy która panowała między nastolatkami, chłopak postanowił w końcu się odezwać.
-Może opowiesz mi coś o sobie? - Zapytał, a dziewczyna spojrzała lekko w jego kierunku. Chodził z nią przez tyle lat do szkoły i do tej samej klasy, a nie raczył się do niej odezwać. Nie odzywał się do niej bo była nie popularna, trzymał się swojej paczki, która śmiała się z niej i upokarzała ją.
-Nie, wolę cię nie zadręczać swoim nudnym życiem. - Powiedziała i spuściła swoją głowę
-Ej, na pewno masz cudowne życie. -"Żebyś tylko wiedział..." - Pomyślała w myśli.
-Nie, nie jest takie cudowne jak ci się wydaje. - Powiedziała.
-To opowiesz?
-A co mam ci mówić? Że jestem nie popularna, poniżana... Jest mi przykro z tego powodu, że ktoś mnie nie lubi, ale czy przez to, że nie jestem taka super to mam cierpieć? Nie mam przyjaciół... Nikogo...
-Ej, masz mnie! - Uśmiechnął się do dziewczyny.
-Dzięki, ale nie... Ty masz swoje życie. Nie musisz przejmować się taką osobą jak ja...
-Nie muszę, ale chcę. Uwierz, że jesteś wyjątkową osobą. - dotknął jej dłoń swoją.
-Dziękuje że tak mówisz. - Uśmiechnęła się do niego.
Blondynka zaczęła o sobie opowiadać. Poczuła, że bardziej otworzyła się wobec niego. Tak jakby znali się prawie całe życie. Nagle z głośników wydobył się głos. "Samolot stracił jedno skrzydło. Prosimy, aby państwo nie zaczęli panikować. Próbujemy panować nad całą sytuacją. Dziękujemy za uwagę." - "Że co? Samolot stracił jedno skrzydło? Jak?!" - Panikowała Ludmiła w myślach. Po chwili usłyszała tak jakby coś się urywało po jej lewej stronie. To był straszliwy dźwięk. Dziewczyna spojrzała w lewo i zobaczyła, że brakuje jednego skrzydła. Zaczęła myśleć na głos.
- My nie przeżyjemy! To już koniec! Nie! Ja nie chcę umierać! Mam dopiero 17 lat! Chcę jeszcze żyć! Federico... - Spojrzała na chłopaka. Chłopak miał już coś mówić, ale z głośników znów rozbrzmiał głos pilota. "Przepraszamy państwa, ale nie panujemy nad sytuacją. Właśnie przed chwilą samolot stracił kolejne skrzydło. Najprawdopodobniej spadniemy do morza. Prosimy państwa o dobre zabezpieczenie." - Wszyscy zaczęli krzyczeć i panikować. Zaczęli szukać kamizelek ratunkowych, oprócz dwójki nastolatków - Ludmiły i Federico. Siedzieli i fotelach i patrzyli sobie w oczy.
- Kocham cię. - Powiedziała dziewczyna. Chłopak zrozumiał, że coś w tej dziewczynie jest. Coś magicznego i wspaniałego. Różni się od innych i to jest właśnie najpiękniejsze. Chłopak poczuł coś do niej przez te ostatnie godziny, które spędzili razem. Zakochał się. Federico położył rękę na jej policzku i pocałował. Był to ich ostatni pocałunek przed śmiercią. Dziewczyna była zaskoczona, ale uśmiechnęła się perliście i chwyciła rękę chłopaka. Brunet wstał i zaczął szukać kamizelki. W końcu ją znalazł i dał dziewczynie.
- Zakładaj to! - Rozkazał wręczając dziewczynie przedmiot.
- Kiedy ja nie chce! To nie ma sensu i tak nie przeżyjemy! - Krzyknęła blondyna.
- Musisz! Zrób to dla mnie. - Powiedział chłopak i spojrzał dziewczynie w oczy.
- Dobrze. - Dziewczyna posłusznie wykonała rozkaz chłopaka i założyła pomarańczową kamizelkę. Nagle poczuli jak samolot gwałtownie spada dziobem w dół. Wszyscy chwycili się swoich siedzeń, ale i to nie pomagało, bo zsuwali się w dół. W samolocie zrobiło się ciepło. Prawie wszyscy spojrzeli do tyłu, a tam zobaczyli jak cały tył samolotu się pali. Wszyscy zaczęli panikować i krzyczeć. Tylko jedna dziewczyna była spokojna - Ludmiła. Ona wiedziała, że to już koniec i nie przeżyje. To był już jej koniec. Czeka tylko aż maszyna wpadnie do morza i się rozbije. Tylko na to oczekuje... Na śmierć. Poczuła tylko mocne uderzenie... I zasnęła...
~♥~
I jak podobał wam się OS pisany razem z Olą A?
Mi nawet nawet :333
Muszę powiedzieć, że z Olcią świetnie się pisze. 
Teraz pytanie do was...
Czy chcecie drugą część tego Parta? 
Jak tak, to piszcie w komach, a na pewno coś z Olą wykombinujemy ;D 

Papa <3333333 

niedziela, 29 grudnia 2013

One Shot 1: "Ty Byłeś Jednym Z Nich"

Ten OS dedykuję mojemu koffanemu
Lubisiowi i Tymbarkowi ♥
Koffam was dziewczyny!! *.*

~♥~

 On mieszkał w Buenos Aires. Chodził do szkoły z najpiękniejszymi dziewczynami. Lubił zmieniać je jak rękawiczki. Chłopak lubił wykorzystywać te wszystkie dziewczyny z którym był, a potem je zostawiał, zostawiał je z nadzieją że zniszczył im życie. Pierw podchodził do nich, umawiał się i za zwyczaj po pierwszej randce była już jego. Co tydzień miał inną. Została mu niestety jedna i ostatnia, niezdara i nieudacznica. Już nie miał  wyboru, musiał ją mieć. Musiał po prostu ją "zaliczyć".  Kochał to robić, sprawiało mu to wielką przyjemność, ale nie wiedział że niszczył im całe życie...

Ona była nieśmiała i zamknięta w sobie. Była szarą myszką i kujonką w szkole której nikt nie doceniał. Każdy ją wyśmiewał, znęcał się i traktował jak powietrze. Nie miała żadnych przyjaciół, była sama. Nie miała nawet rodziców, oby dwoje zmarli na raka. Dziewczyna bardzo to przeżywała. Czasami leżała w łóżku i płakała trzymając jedyne zdjęcia które miała z jej rodzicami. Tylko oni ją rozumieli, zawsze pocieszali, dawali rady, mówili "nie poddawaj się, dasz radę",tylko ich miała, ale już ich przy niej nie ma. Są w o wiele lepszym świecie. Dziewczyna wie, że obserwują ją i chronią z góry...

Po rodzicach odziedziczyła ich cały majątek, przez co miała gdzie mieszkać i pieniądze na wyżywienie. Dziewczyna zakochała się w pewnym chłopaku, który był wredny, szorstki, oschły, był flirciarzem, zadufany w sobie, skromy i zmieniał dziewczyny jak rękawiczki. Nie mogła nic na to poradzić... Sama siebie nie mogła zrozumieć jak mogła zakochać się w tak podłym draniu. Przecież było tyle innych chłopaków w szkole, a jej serce akurat musiało wybrać jego...

Każdego tygodnia patrzyła jak całuje inną dziewczynę, a kolejnego tygodnia inną... Miała tego dość, już nie mogła na to wszystko patrzeć. Każdego dnia było tak samo... - Dziewczyna siedziała sama w domu. Zastanawiała się nad sensem swego nędznego życia i dlaczego to wszystko się jej przytrafiło. Po chwili wzięła białego laptopa i usiadła na ziemi. Weszła na Facebooka. Pierwszy raz od bardzo dawna. Nie lubiła na niego wchodzić. Nie wiedziała nawet po co? Skoro i tak nie ma znajomych ani żadnych wiadomości. Dzisiaj też tak było, żadnych zaproszeń do znajomych ani żadnej wiadomości. Dziewczyna weszła w Jego profil. Bardzo lubiła patrzeć na jego wpisy i zdjęcia. Zeszła bardziej w dół i zobaczyła jakąś ankietę: "Najseksowniejsza laska z mojej klasy?" Pod spodem były imiona. Stephie (z którą teraz aktualnie "był"), miała 48 głosów. Lodovica miała 36 głosów - Dziewczyna dokładnie pamiętała jak to z Nią było gdy On z nią zerwał. Lodovica mówiła Jej o wszystkim, były najlepszymi przyjaciółkami, ale gdy tylko Ona mówiła Lodovice, że jest coś z Nim nie tak, Lodo nie chciała Jej wierzyć. Myślała że Ona chce zrobić wszystko żeby nie byli razem. Wtedy zerwały kontakt i już więcej się do siebie nie odezwały. Lecz gdy On zerwał z Lodovicą i powiedział jej że to była tylko zabawa, Lodo zamknęła się w sobie i straciła wiarę w siebie. Już z Nią nie rozmawiała. Myślała że powie Jej chociaż "przepraszam", ale nic takiego się nie wydarzyło. Lodovica znalazła sobie innych przyjaciół, a o Niej zapomniała - na to wspomnienie dziewczyna uroniła słoną łzę.  Znów powróciła to czytania ankiety:

Valeria miała 37 głosów, Mercedes miała  34 głosy, Candelaria miała 28, Alba miała 24, a Ona 0. Jedne wielkie zero! - Dziewczyna zamknęła laptopa i rzuciła go na łóżko. Rozpłakała się... Jej potwierdzenia się sprawdziły... Była brzydka. Dziewczyna poszła do łazienki, stanęła przed lustrem, oparła ręce o blat i patrzyła w swoje odbicie... Te okulary, włosy, uszy, nos, usta... Wszystko było brzydkie. W swoim odbiciu widziała odmieńca, odmieńca który odstaje od innych. Dziewczyna ściągnęła okulary ze swoich piwnych oczu i rzuciła nimi prosto o ścianę...

On w tym czasie siedział z kumplami w barze i rozmawiali jak to mają Ją podejść. Chłopak Ich nie słuchał, myślał tylko o Tej dziewczynie. Myślał o jej piwnych oczach, pięknych brązowych włosach, uśmiechu i pełnych różowych ustach. Tak naprawdę to nie było ważne jak się ubierała, było ważne to co tak naprawdę miała w środku. Nie obchodził Go Jej styl ubierania, ponieważ nie ważne co by założyła to i tak dla niego była by piękna. Tak naprawdę to On nie chciał ranić tych wszystkich dziewczyn, ale musiał... Jego "kumple" powiedzieli mu cztery miesiące temu, że jeśli nie zacznie wykorzystywać tym wszystkich dziewczyn, zabiją Jego, dziewczyny z którym był, dziewczynę w której się zakochał i Jego bliskich. Nie mógł nic z tym zrobić, więc od tamtej pory zaczął wykonywać ich polecenia. Nie chciał żeby Jego rodzinie się coś stało, ale i też Jego byłym. Dwa miesiące temu właśnie zakochał się w Tej dziewczynie. Gdy był z inną dziewczyną, a w pobliżu była właśnie Ona, starał się nie całować innej, ponieważ czuł wtedy ból, wielki ból. Niestety musiał je całować na oczach Tej w której się zakochał. Widział wtedy ból i smutek w Jej oczach. Chciał do niej podbiec, przytulić i powiedzieć "Kocham cię", ale bał się. Sam nie wiedział czego ma się bać. Najprzystojniejszy i najpopularniejszy chłopak w szkole bał się podejść do Niej i powiedzieć chociaż "Hej". Każdego dnia patrzył na Nią na lekcji, jak odchodzi sama do domu, jak cierpiała kiedy widziała Jego i jakąś inną. Musiał to robić, dla dobra Jego bliskich...

Brązowowłosa wstała o szóstej rano, wzięła poranny prysznic, ubrała się w sweterek i dżinsy. Zeszła na dół, zrobiła sobie lekkie śniadanie, założyła trampki i wyszła z domu zamykając drzwi na klucz. Znów musiała wracać do szkoły, najgorszego miejsca na świecie. Myślała czy może chciała by pójść do fryzjera, kupić nowe ciuchy, wywalić okulary i kupić soczewki, była by wtedy ładniejsza. Może wtedy znalazła by przyjaciół?
18 - latka szła korytarzem trzymając w rękach książki do historii i przyrody. Czuła się nie zauważalna, nikt się na nią nie patrzył i wszyscy przechodzili koło niej jak by była powietrzem. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Nagle stanęła. Zauważyła że ktoś na nią patrzy, obróciła lekko głowę w lewą stronę i zobaczyła Lodovicę, która się na nią patrzy. Spojrzały sobie w oczy. Brązowo włosa lekko się do niej uśmiechnęła, lecz szatynka spiorunowała ją wzrokiem i poszła w przeciwną stronę...
Na ostatniej przerwie dziewczyna opierała się o ścianę budynku i patrzyła na wszystkich, patrzyła jak to wszyscy siedzą w małych grupkach, rozmawiają i śmieją się. Popatrzyła się w stronę chłopaka którego lubi. Ten spojrzał na Nią i ich spojrzenia się spotkały. Dziewczyna szybko wbiła wzrok w ziemię i udawała że nic przed chwilą się nie wydarzyło. Po chwili usłyszała ciche kroki zmierzające w jej stronę, i po chwili poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu.
- Hej piękna. Dlaczego stoisz tu tak sama? - podniosła wzrok i zobaczyła Jego. Chłopaka w którym się zakochała... Podszedł do niej i powiedział "Hej", pierwszy raz w życiu.
- Ja piękna? Nie wydaję mi się - powiedziała z wielkim rumieńcem na twarzy i znów wbiła wzrok w ziemię.
- Ależ oczywiście że jesteś piękna. Tylko dlaczego taka ładna dziewczyna stoi tu sama? - zapytał i chciał spojrzeć w jej oczy, lecz ta szybko wbiła wzrok w swoje buty.
- Nie wiem, tak jakoś - powiedziała nadal patrząc w swoje buty. 
- Chodź, przedstawie się moim przyjaciołom - powiedział, lecz dziewczyna stawiała opór.
- Nie, nie chcę - powiedziała. Czuła jak serce jej biję coraz szybciej.
- Dlaczego? - zapytał smutnym głosem.
- Nie znają mnie. Myślą, że jestem nieudacznicą, która nic nie umie. Wyśmiewają mnie, robią mi na złość, a ja tego nie chcę... Już dość się tego nasłuchałam - powiedziała i spojrzała w Jego stronę. Te zielone oczy, włosy i usta. Chciała by się w nich zatopić, zobaczyć jak to jest...
- No dobrze, nie będę cię zmuszał - powiedział. Dlaczego On tak nagle się zmienił? - Myślała dziewczyna.
- Może chciałabyś pójść ze mną do parku? Pogadać, poznać się bliżej? - zapytał i uśmiechną się do niej.
- A lekcja? - zapytała i popatrzyła się gdzieś daleko przed siebie. Została im jeszcze jedna lekcja, więc to i tak nie miało znaczenia.
- Została nam tylko jedna lekcja. No nie daj się prosić - powiedział i spojrzał na dziewczynę.
- Dobrze - powiedziała i powoli szli w stronę szkolnej bramy.
- Ale co ze Stephie? - zastanawiała się dlaczego On tak w ogóle do niej podszedł i co od niej chcę.
- Zerwałem z nią. Okazało się, że do siebie w ogóle nie pasujemy - "No i wszystko jasne", pomyślała dziewczyna w myśli.
Gdy byli już w parku, usiedli na ławce i zaczęli ze sobą rozmawiać. Rozmawiali o wszystkim. Dziewczyna po raz pierwszy od paru lat się uśmiechnęła. A ten uśmiech który pojawił się na jej twarzy, spowodował On...
Bardzo podobało Jej się Jego towarzystwo, było tak miło i śmiesznie. Brunetka siedząc w jego towarzystwie czuła się tak jakoś dziwnie, ale była mile zaskoczona że siedzą sami w parku i rozmawiają.
- Wiesz, naprawdę mnie urzekłaś - powiedział pożerając ją wzrokiem. Dziewczyna spojrzała na niego śmiesznie podnosząc brew.
- Naprawdę, szanuję cię za to, że się nie poddawałaś gdy inni za twoimi plecami cię obgadywali - "Ty byłeś jednym z nich", pomyślała w myśli. Chłopak dalej kontynuował:
- Jak nie zwracali  na ciebie uwagi, jak traktowali cię jak powietrze, jak mówili że jesteś nieudacznicą. Naprawdę, podziwiam cię za to.
- Czy ty mi coś sugerujesz? - zapytała patrząc w jego zielone oczy. Mogła w nich utonąć...
- Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu chciałem ci powiedzieć co o tym myślę. Dobrze, że się tym nie przejmowałaś. Ktoś inny na twoim miejscu wyjechałby z kraju, ale ty tego nie zrobiłaś. Naprawdę, szacunek... - powiedział. Dziewczyna nic nie mówiła tylko myślała nad tym co powiedział jej 30 sekund temu " Naprawdę, szanuję cię za to, że się nie poddawałaś gdy inni za twoimi plecami cię obgadywali, jak nie zwracali  na ciebie uwagi, jak traktowali cię jak powietrze, jak mówili że jesteś nieudacznicą. Naprawdę, podziwiam cię za to" - Przecież to wszystko co przed chwilą wymienił, On też to robił, nie zwracał na Nią uwagi, a teraz co?! Myśli, że podejdzie, zaprosi do parku i wszystko cacy?! O nie, tak bawić się nie będziemy! - pomyślała i przerwała mu. Akurat teraz wyprawiał Jej komplementy, jaka to Ona jest ładna i w ogóle. "Yhymm... Już w to uwierzę", pomyślała w myśli i nie chcą Go słuchać, wstała z ławki mówiąc:
- I co? Myślisz że jak teraz będziesz wyprawiał mi komplementy to o wszystkim zapomnę? O nie! Grubo się mylisz kochanieńki. Tak bawić się nie będziemy! Ja też mam uczucia, wiesz?! - powiedziała odchodząc od ławki. Chłopak ciągle patrzył się w miejsce gdzie przed chwilą siedziała dziewczyna. Nagle wstał z ławki i krzyknął: "Czekaj!" Dziewczyna zatrzymała się i obróciła w jego stronę.
- I co? Teraz na pewno chcesz mi powiedzieć że to nieprawda. Hm... Śmieszny jesteś. Myślisz że ja tego nie widziałam? Jak patrzyliście się na mnie, wytykaliście palcami i śmieliście się? To się mylisz! Widziałam wszystko! Myślisz że nie mam uczuć, a to nie prawda! Nie ważne że jestem brzydka, ale ja też mam uczucia! Jasne?! - znów zaczęła iść przed siebie, ale chłopak był szybszy łapiąc ją za nadgarstek.
- To nie tak jak myślisz - powiedział i odwrócił Ją w swoją stronę.
- A jak? - powiedziała obojętnie. Chłopak nic nie odpowiadał, tylko stał i patrzył się na Nią.
- Nie rozumiem cię... Pierw mówisz że jestem nieudacznicą, i nagle podchodzisz do mnie i mówisz że jestem piękna. Naprawdę... Jesteś żałosny. Myślałeś że się na to wszystko nabiorę i będziemy szczęśliwą parą? O nie! Takiemu związkowi podziękuję! Nie chcę żebyś i mnie zranił, jak te inne dziewczyny. Nie rozumiesz że one przez ciebie cierpią?! Zepsułeś mi życie, a ty się tym nie interesujesz. Jesteś jednym wielkim dupkiem który nie ma uczuć!
- Słuchaj, myślisz że ja naprawdę to robiłem bo miałem na to ochotę? Nie chciałem tego robić, ale musiałem. Zmusili mnie do tego. Wszystko się rozleciało, kawałek po kawałku. Powiedzieli że jeśli nie będę Ich... No wiesz, to wtedy zabiją moją rodzinę, dziewczyny z którymi byłem i ciebie.
Dziewczyna poczuła jak adrenalina jej wzrasta, nie wiedziała po co dlaczego mają Ją zabić.
- Mnie? Za co? Co ja im zrobiłam? - powiedziała a po jej policzku spłynęła łza.
- Nic im nie zrobiłaś. Powiedzieli że zabiją też dziewczynę którą kocham, ale na to nie pozwolę - powiedział i otarł łzę która spływała po jej policzku. Nic z tego nie rozumiała. "On mnie kocha? Nie, to chyba nie prawda", pomyślała i zwróciła się do niego:
- Mnie? Ty mnie kochasz? Przecież nikt...
- Nawet nie kończ - powiedział i podszedł bliżej. Stali nie bezpiecznie blisko. On patrzył Jej w oczy, a Ona jemu.
- Diego... - powiedziała
- Rozumiem, nie czujesz tego samego - powiedział i zrobił smutne oczy. Po czym już miał się oddalać, ale tego nie zrobił tylko nadal patrzył się na Martinę.
- Nie, po prostu... - nie dane było jej dokończyć, ponieważ poczuła jego wargi na swoich. Poczuła zapach jego perfum, teraz już wiedziała jak to jest... 

~.~.~.~.~
Z tym OS wystartowałam w konkursie u Tini Verdas z tego  bloga. 
Wygrał on 3. miejsce. Byłam bardzo zaskoczona, bo to jest mój pierwszy udział w konkursie, a tu taka miła niespodzianka i 3. miejsce. 
Dziękuję ci kochana! ;D
Mam nadzieję, że OS się podobał ;P 
Jeśli chcecie więcej OS to piszcie w komentarzach ^.^
Pozdrawiam *.*